O mnie

Nazywam się Przemysław Zaręba. Zwracam się do Ciebie z prośbą o pomoc przy realizacji mojego projektu którym jest moja ostatnia samodzielna wyprawa, wyprawa dookoła świata.

Wyprawę chcę wykorzystać do pokazania tzw. ludziom wykluczonym (niepełnosprawnym, walczącym z depresją, samotnym chowającym się w domu), że nasze niedoskonałości nie skazują nas na siedzenie w czterech ścianach i nie wykluczają nas ze społeczeństwa.

Mam 36 lat, sukcesywnie tracę wzrok. Choruję na nieuleczalne Zwyrodnienie Barwnikowe Siatkówki (łac. retinitis pigmentosa, RP).

Moja choroba jest już w ostatnim stadium przed przed utratą wzroku (badania z 11 lipca 2017)

czytaj więcej o zwyrodnieniu barwnikowym siatkówki

Na początku nikt mnie nie ostrzegał o konsekwencjach jakie niesie za sobą ta choroba.

Dopiero podczas nauki w Liceum Zawodowym w Laskach dla dzieci niewidomych i słabo widzących, które ukończyłem maturą, specjaliści tam zatrudnieni uświadomili mi przebieg oraz konsekwencje tej choroby, której ostatnim stadium jest całkowita utrata wzroku.

Wówczas byłem jeszcze osobą wyjątkowo aktywną (co bardzo często kończyło się gipsem na różnych kończynach). Amatorsko uprawiałem różne sporty. Ale po zakończonej nauce wróciłem na podłomżyńską wieś. I tak, po czterech latach normalności, rozpoczął się najdłuższy okres stagnacji w moim życiu. Zupełnie się poddałem. Zamknąłem się w domu.

I tak trwałem do końca grudnia 2014 roku, kiedy zmarł mój Tata. Był ostatnią bliską mi osobą, która była w najbliższej okolicy. Zostałem zupełnie sam na wsi, ze wszystkimi obowiązkami, bez prawa jazdy, bez możliwości jakie mają osoby sprawne.

Chociaż nie widać po mnie niepełnosprawności i w ciągu dnia radzę sobie jeszcze w miarę dobrze, to gdy zastanie mnie gdzieś „szarówka” lub ciemniejsze pomieszczenie i zdarzy mi się potknąć, od razu jestem „dziwadłem”. Niestety ludzie zbyć często boją się różnych form odmienności.

Po pierwszym okresie głębokiego załamania i rozmyślaniu „czy oby ja jeszcze chcę żyć?”, przyszło ożywienie. Postanowiłem udowodnić wszystkim, że się mylą, że „kaleka” też da radę i nie jest gorszy.

Umówiłem się do lekarza na konsultację jakie ćwiczenie mogę wykonywać bez obawy o utratę wzroku. Diagnoza: basen, spacery i rower. Początki były ciężkie, w szczytowym momencie ważyłem ponad 130 kg przy wzroście 190 cm. Pierwsza „wyprawa” na rower zakończyła się postojem po pierwszym kilometrze z ciężką zadyszką, a spacery odciskami i kilkudniową „regeneracją”.

Mniejszymi bądź większymi wyprawami zainteresowałem się bardzo późno. Moją pierwszą samodzielną wyprawą (od razu na „głęboką wodę”) była półtora miesięczna wyprawa rowerowa dookoła Polski. Ruszyłem bez przygotowania, planu. Mając pożyczony namiot, śpiwór a ze swojej strony mnóstwo determinacji.

Wcześniej wiele lat zmagałem się z depresją. Tak naprawdę moje życie przez wiele lat sprowadzało się do „wegetacji”. Dopiero kilka tragicznych i smutnych wydarzeń zapoczątkowało chęć przemiany.

Ku mojemu zaskoczeniu w trakcie wyprawy zaczęło pisać do mnie mnóstwo osób z podziękowaniami, że dzięki mnie oraz mojej historii sami zdecydowali się coś zmienić w swoim, życiu. Najbardziej zdziwił mnie fakt, że 90 procent tych wiadomości było od ludzi w pełni sprawnych.

(mogę przesłać kilka wiadomości do wglądu od osób które wyraziły na to zgodę).

Dziś nie wyobrażam sobie siedzenia w domu. Nie wyobrażam sobie abym mógł zmarnować ten krótki czas jaki mi pozostał na siedzenie w domu a nie na podziwianiu piękna przyrody.

Przy okazji swoich wypraw chciałbym Tobie pokazać spojrzenie na naturę z perspektywy osoby tracącej wzrok. Dzięki wiedzy, że za jakiś czas nie będę mógł już podziwiać piękna natury staram się dostrzec każdy jej detal.

Wesprzyj projekt:

Mówili o mnie między innymi w:

Dziękuję za wsparcie:

integracja.com.pl